w Toruniu


Czekamy na wasze zdjęcia i opowieści o Bydgoskim!!

Jeśli chcesz wiedzieć co się dzieje na Bydgoskim zapisz się na newsletter

e-mail:

.......................................

KONTAKT

bydgoskie@gmail.com




-----------




Blog > Komentarze do wpisu
Bydgoskiemu Przedmieściu grozi implozja

artykuł z Gazety Wyborczej, 05.11.2010

bydgoske

 

Implozja, termin znany z fizyki, to przeciwieństwo eksplozji, a więc wybuch skierowany do wewnątrz, nagłe zapadanie się materii w zamkniętym obszarze pod wpływem panującego w nim podciśnienia. Zainteresowanym polecam efektowne klipy na YouTube.

W urbanistyce implozja jest oczywiście metaforą. Może być słówkiem wytrychem, które trafnie opisuje koszmary miast molochów, uginających się pod ciężarem własnego rozwoju. Slumsy Sao Paulo czy Bombaju to dla nas przykłady z innej planety, ale kto nie wie, o czym mówię, niech przejdzie się w Londynie z Piccadilly Circus na Trafalgar Square. Łatwiej pewnie przepłynąć basen kisielu ("pewnie", bo - przyznaję się bez bicia - tego akurat nie próbowałem), niż przebrnąć przez kolorowy tłum turystów, zakupowiczów, ulicznych kaznodziei. Londyńczyków jest coraz więcej, a ulice jakoś się nie rozszerzają.

Miasto ciąży ku zachodowi

Oczywiście, nie sugeruję, że Bydgoskie podzieli niebawem los metropolii, która swego czasu stanowiła centrum świata. Mówimy o urokliwym, acz chwilami sennym 200-tysięcznym mieście w północnej Polsce, gdzie zadeptanie na śmierć nie grozi nikomu przez następne 500 lat. Mechanizm zmian jest jednak ten sam: przybywa ludzi i samochodów, wolnej przestrzeni zaś - wprost przeciwnie.

Już teraz na Bydgoskim Przedmieściu mieszka 40 tys. ludzi. Już teraz brakuje infrastruktury, jaką powinno mieć każde dobre miejsce do życia: placów zabaw, bibliotek, boisk, skwerów. Liczba parkingów - to dramat. Przez przebudowę ul. Mickiewicza samochody szturmują wąskie Krasińskiego i Słowackiego. Piękna skądinąd dzielnica już dziś zaczyna dusić się pod ich naporem.

Dodatkowe miejsca do parkowania wygospodarować na Bydgoskim niezwykle ciężko, bo stuletniej zabudowy przecież nie rozepchniemy. Dlaczego jednak magistrat pozwala na budowę nowych bloków? W ścisłym, historycznym Bydgoskim budują dziś Polskie Pierze i Puch, MSM (obie inwestycje na Krasińskiego), Budlex (Sienkiewicza). Tuż obok powstaje wielkie osiedle Marbudu, a dalej - centrum handlowe, budynki UMK. Widać wyraźnie, że - niczym w modelu Claude'a Levi-Straussa - miasto ciąży ku zachodowi. To, co dla słynnego antropologa było jednak intelektualną zabawką (dowodził w "Smutku tropików", że miasta rozrastają się na zachód, bo to naturalny kierunek, w którym nasza cywilizacja podąża za ruchem słońca), w wypadku Torunia staje się rzeczywistością. Która, dodajmy, będzie mieć swoje konsekwencje. Niektóre będą zapewne pozytywne - np. przenosiny uczelni zwiększą popyt na mieszkania dla studentów, co podniesie ich wartość. Inne jednak, bez równomiernego i przemyślanego rozwoju całej dzielnicy, pogorszą jakość życia. Już bez nowych bloków byłoby ciężko: w mieście co roku przybywa kilka tysięcy samochodów (w 2007 r. aut było 95,2 tys., w 2008 r. - 103,2 tys., w 2009 r. - już 108,4 tys.). Z nimi Bydgoskiemu grożą zastawione autami chodniki, zapchane tramwaje, przepełnienie w okolicznych szkołach i przedszkolach, mury pod oknem zamiast widoku na skrawek wolnej przestrzeni.

Tłoczek potrzebny od zaraz

Przyglądając się dzielnicowym ulicom, nie sposób nie zauważyć, że im później powstawały, tym gorzej są rozplanowane. Dzięki niemieckim projektantom na XIX-wiecznej Bydgoskiej zmieściły się nie tylko ponad 100 lat temu szyny tramwajowe, ale i całkiem niedawno - ścieżka rowerowa, stylizowane latarnie i szeroki chodnik, wszystko to bez wycinania drzew i okrajania trawników. Na Mickiewicza i Sienkiewicza jest już ciaśniej, a Krasińskiego - woła o pomstę do nieba. Chlubnym wyjątkiem jest tu Broniewskiego, zabudowywana m.in. w latach 30. XX w., kiedy nad rozwojem urbanistycznym Torunia czuwał inż. Ignacy Tłoczek - człowiek wizjoner, który wytyczył kluczowe dziś dla miasta arterie.

Takiego Tłoczka brakuje nam dzisiaj. Projektując nowe inwestycje, nie możemy myśleć tylko o doraźnych korzyściach ze sprzedaży ziemi i nowych mieszkaniach, ale o tym, co będzie za 10, 20, 50 lat. Nie chodzi tylko o walory estetyczne, choć klockowate bryły raczej średnio wpisują się w klimat zabytkowej dzielnicy. Chodzi o jakość życia.

Kijem rzeki nie zawrócisz, bloki powstaną. Co można jeszcze zrobić? Po pierwsze, jak najszybciej (ale z głową) wybudować zbiorczy parking dla Bydgoskiego na obrzeżach dzielnicy. Na mniejszych działkach warto rozważyć nowoczesne rozwiązania, np. platformy wielopoziomowe, które wcale nie są tak drogie, jak się wydaje - toruńska Wyższa Szkoła Bankowa niedawno zainwestowała w nie 3 mln zł, i z 26 miejsc zrobiło się 69. Po drugie, trzeba promować ruch rowerowy. Przesiadka z auta na jednoślad oznacza nie tylko czystsze powietrze, ale i więcej deficytowego miejsca do życia. Po trzecie, ale najważniejsze, bezwzględnie chronić nieliczne wolne przestrzenie na Bydgoskim, także te po ewentualnych wyburzeniach. Niech będą tam place zabaw, skwery, boiska, a niechby i nawet parkingi, ale już nie nowe budynki. W innym wypadku dzielnicy grozi katastrofa.

tekst: Maciej Czarnecki


Więcej... http://torun.gazeta.pl/torun/1,35575,8615031,Czarnecki_o_Bydgoskim__W_obronie_przestrzeni_miasta.html#ixzz14da0Tdos

 


niedziela, 07 listopada 2010, rogalpa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: